Z serii “Co to?” – Web-to-print

Stosowane od kilu lat, obec­nie coraz bardziej pop­u­larne narzędzie “web-to-print” reklam­owane jest jako nowe, rewela­cyjne. Niektórzy grafi­cy korzys­ta­ją już z niego swo­bod­nie, inni dopiero gdzieś tam o nim słyszeli, dla wielu to nadal czary-mary. Dlatego dziś web-to-print jest bohaterem naszego blo­ga. Myślę, że najproś­ciej moż­na go zdefin­iować  jako… “Drukarnia, której nie widzisz.” – Jak dzi­ała?

Fizycznie ist­nieją­ca drukar­nia cyfrowa czy off­se­towa, cza­sem kil­ka drukarń, korzys­ta­jąc ze spec­jal­nego opro­gramowa­nia, udostęp­nia w Internecie całą swo­ją ofer­tę. Druki podzielone są na kat­e­gorie np. ulot­ki, fold­ery, plakaty, książ­ki, pudeł­ka, wiz­ytów­ki. Program web-to-print pod­powia­da jakie mają być pli­ki pro­duk­cyjne, daje możli­wość wyce­ny, złoże­nia zamówienia on-line, proofin­gu ekra­nowego, wybrana papieru, lakieru, foliowa­nia oraz doko­na­nia płat­noś­ci przez Internet. Następnie gdzieś tam, nawet na drugim końcu Polski, włączane są prawdzi­we maszyny poligraficzne. Realizują zamówie­nie w cza­sie zwyk­le nie przekracza­ją­cym 24 godz. Gotowy nakład przy­chodzi przesyłką pocz­tową.

Podsumujmy. Główne zale­ty to niewąt­pli­wie ogrom­na oszczęd­ność cza­su klien­ta oraz bard­zo konkuren­cyjne ceny. Dla drukarń inter­ne­towych to również szansa znalezienia wielu klien­tów.

Niestety sys­tem ma też, jak na razie, poważne wady. Przede wszys­tkim grafik DTP musi bezbłęd­nie (!) sporządz­ić pli­ki z wyobraże­niem jak będzie wyglą­dał pro­dukt gotowy. Powinien dobrze znać rodza­je papierów i ich właś­ci­woś­ci. Drukarnie inter­ne­towe zawsze zas­trze­ga­ją sobie, że nie odpowiada­ją za błędy klien­ta. Wadą jest również to, że tak mogą być real­i­zowane jedynie pro­jek­ty typowe, pasu­jące do szablonów, z pref­er­encją dla więk­szych nakładów.

Jedno jest jed­nak pewne: od web-to-print odwro­tu już nie ma.