od października do stycznia wielkim zainteresowaniem cieszą się kalendarze personalizowane. To modny prezent. – Przez cały rok, systematycznie otrzymujemy poważniejsze, obszerniejsze zlecenia. Są to druki na różnych podłożach, zdobienie wydruków, projekty graficzne, redakcja i wydruk skryptów szkolnych oraz materiałów konferencyjnych. Realizujemy też składanie i łamanie broszur oraz proofy wydruków do książek dla współpracujących z nami drukarń offsetowych. – Jest co robić.
Co klienci wiedzą o technice poligraficznej? – Jeśli to zawodowi graficy DTP, zwłaszcza z firm reklamowych to przyznam, że wiedzą sporo o plikach. Ale znacznie mniej o możliwościach wydruku na maszynie cyfrowej, wykończeniu druku i oprawie. Zwykle też dość słabo posługują się profesjonalnym słownictwem poligraficznym. Naszym zadaniem jest więc dokładne ustalenie co właściwie klient chce zrealizować i jaki ma być efekt finalny.
Czego klienci oczekują? – Nie wiem, czy to Panią zdziwi ale kolejność jest następująca: po pierwsze termin: najlepiej natychmiastowo, po drugie cena: niska. Dopiero na trzeciej pozycji jest jakość, przy czym zwykle klienci zwracają uwagę jedynie na to czy kolory są ostre czy słabe oraz czy barwa jest jednolita i nie ma paskowania.
Jakie są najczęstrze błędy dostarczanych plików? – Błędy się właściwie powtarzają, nawet jeśli pliki pochodzą od zawodowych grafików DTP. Choć jeśli ktoś współpracuje z nami kolejny raz potrafi ich uniknąć. No, ale odpowiadając na pytanie, w “konkursie piękności” na błąd zdecydowanie wygrywają zbyt małe marginesy i brak spadów. Tu widać różnicę między “myśleniem ekranem” a “myśleniem papierem”. Częstym błędem jest mylenie spadów z marginesami. I jak tu potem dobrze sfalcować czy okroić publikację? Kolejny błąd to usterki w tekście np. zawieszone na końcu wierszy wyrazy jednoliterowe, nieprawidłowe dzielenie wyrazów, nielogiczny podział tekstu w wierszach, literówki. Trzeba więc wykonać korektę by tekst nie wyglądał tak jakby go złożył gimnazjalista. No i jeszcze zdjęcia. Powinny mieć 300 dpi, a czasami w pracy mamy foto 72 lub 96 dpi i “pikseloza” gotowa.
Czy klienci wracają? – Większość klientów wraca, mamy też stałych. Myślę, że doceniają nasze starania, doradztwo, korzystną kalkulację. A poza tym pewnie fajnie jest mieć zaprzyjaźnioną, sprawdzoną drukarnię. Podobnie jak sklepik z bułeczkami i mlekiem po sąsiedzku.
I tego właśnie klientom oraz “Iris Studio” życzymy.